Lanie wody, czyli czym rozcieńczać.

Witajcie!

Dziś będzie bezalkoholowo 🙂
.
Woda jak woda, myślicie sobie czytając sam tytuł. No i słusznie. No bo co: mokra, przezroczysta i bez zapachu. I wszystko się zgadza. Jednak moim zdaniem warto się czasem choć troszkę przyjrzeć temu co pijemy na co dzień jako tzw. ‚mineralkę’, a już tym bardziej przyjrzyjrzeć się temu co dolewamy do naszej szlachetnej whisky 🙂



Bez obaw, nie będzie tu żadnej propagacji wody, którą musimy sami wydobyć z głębin Ziemi, czy też zapłacić za nią setki złotych za litr, bo w innym przypadku całkowicie nam zepsuje przyjemność z degustacji naszej ulubionej whisky. Wszystko z umiarem 😉

Osobiście od jakiegoś czasu dolewam do whisky wody Highland Spring. Już sama nazwa wody mówi nam skąd pochodzi 🙂 Woda wydobywana spod warstw bazaltu i czerwonego piaskowca, jest naturalnie przefiltrowana i wzbogacona o pożądane minerały. Woda bardzo popularna w Wielkiej Brytanii. Na szczęście u nas w kraju coraz częściej widuję ją na sklepowych półkach (importerem na Polskę jest Ciechan Impex) i to w bardzo przystępnych cenach, bo za butelkę 0.33l płacimy 2.5-3zł. Także bez tragedii.

Oprócz Highland Spring wpadł mi ostatnio w ręce bardzo ciekawy produkt. Dzięki uprzejmości sklepu internetowego z whisky singlemalt.pl mam możliwość zapoznania się z wodą Uisge Source. Woda na razie niedostępna w naszym kraju, ale za sprawą singlemalt.pl niebawem się to zmieni.

Producenci Uisge Source wpadli na ciekawy patent, a mianowicie swoją wodę przeznaczoną typowo do dolewania do whisky wydobywają z trzech różnych źródeł. Źródła te umiejscowione są w trzech głównych regionach Szkocji. W regionach skąd pochodzą najpopularniejsze i najlepsze single malty.

I tak woda wydobywana na Islay, jest wodą o podwyższonej kwasowości i filtrowana była, jakby mogło być inaczej, przez pokłady torfu. Czyli przez to z czego słynie Islay i z tego co tygryski lubią najbardziej (no nie wszystkie tygryski 🙂 ).

Woda pochodząca z Highland, jest wodą twardszą, o wiele bardziej bogatą w minerały, a to z racji naturalnej filtracji przez czerwony piaskowiec i wapień.

Ostatnią wodą w portfolio jest woda ze Speyside. Woda o wiele bardziej miękka od dwóch pozostałych i o wiele mniej zmineralizowana, jako efekt filtracji przez twarde granitowe skały.

Co daje taki podział wody? A no daje to, że degustując whisky z konkretnego regionu Szkocji (lub im sąsiadujących o podobnym charakterze) i dolewając do niej odpowiednią wodę, mamy pewność, że nie zmieniamy jej charakteru – ilości minerałów, twardości, kwasowości.

Opisane wyżej wody, to tylko moje luźne propozycje. Pić whisky możecie nawet z Biedronkową Oazą i nikt Wam tego nie zabroni 🙂 Chociaż od czasu do czasu spójrzcie co dolewacie do whisky i podajcie jej coś np. z rodzinnej Szkocji, niech czuje się jak w domu 🙂

Slainte!

 

Ostatnie wpisy:

2 komentarze

  1. 1 lipca 2014
    Reply

    Łe tam, lanie wody 🙂
    Nie przepadam za rozcieńczaniem, jeśli łycha nie dobija 50% piję ją samą. Powyżej bodajże 46% nasze kubki smakowe kapitulują, kurczą się i tracą swe cudowne zdolności. Pierwsza kapitulacja zdarzyła mi się przy Tobermorey (miał skubany coś koło 62%).
    Natomiast nie polecam rozcieńczania lodem, imho ponownie za wiele smaczków ucieka, bo chłód „paraliżuje” nasze kubeczki smakowe, ponadto wrzucając kostuchy człowiek szybciej traci kontrolę nad ilością wody w szklance i na koniec ma tyle smaku co przy myciu naczyń. Ostatnio coraz modniejsze jest „whisky on rocks”, ale nie na lodzie, a ze schłodzonymi kamieniami półszlachetnymi, które obniżają temperaturę, ale nie rozcieńczają. Co kto lubi…

    • 5 lipca 2014
      Reply

      Co do lodu, to zgadzam się. Zimno osłabia nasze kubki smakowe i nici ze smakowania.
      Co do rozcieńczania, to jeśli chcę się mocniej zastanowić nad daną whisky, mocniej ją poznać, to wodę zdecydowanie dolewam, tak żeby te 30-parę % mieć 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *